2016/12/20

Czy wspięcie się na szczyt blogosfery rzeczywiście zaspokoi twoje ambicje?

Nie znam takiego blogera, który w pewnym momencie prowadzenia bloga nie dążyłby do tchnięcia w niego ducha profesjonalizmu. Często decyzję tę przyspiesza fakt istnienia ogromnej konkurencji. By zaistnieć we współczesnej blogosferze, nie wystarczy już przeciętność. Dobrej jakości zdjęcia, pomysłowa treść napisana poprawną polszczyzną, udzielanie się w mediach społecznościowych - to dopiero początek w grze o pozycję w sieci.

Być może jeszcze tego nie zauważyłeś, lecz internetowy wyścig szczurów to realny, brutalny fakt rzeczywistości, z którym przyszło ci się zmierzyć w dzisiejszych czasach. Jeśli udało ci się uzyskać wysoką jakość bloga i jesteś z tego powodu dumny wiedz, że to jest dopiero pakiet startowy, przepustka do walki z konkurencją, której poprzeczka ustawiona jest bardzo wysoko. Często okazuje się, że aż zbytnio, byś miał realne szanse w pojedynkę ją przeskoczyć.

Spostrzegawczy obserwator szybko wywnioskuje, że prowadzenie bloga samodzielnie i w dodatku bez większej wiedzy w tym zakresie często bywa opłakane w skutkach. Przychodzi bowiem taki moment, że zastanawiasz się nad sensem pisania widząc słabe statystyki i podejmujesz decyzję, co do przyszłości swego skrawka sieci.

Jedni poddają się, nie dostrzegając już nadziei na poprawę pozycji. Nie krytykuj ich, gdyż być może pozwoli to na zakończenie stresu autorów, stratę ich czasu oraz pozwoli na odnalezienie innej pasji, która być może okaże się silniejsza i dająca większą satysfakcję.

Drudzy zatrudniają profesjonalistów, którzy odpłatnie podniosą jakość bloga. W tym również nie ma nic złego. Każdy chce przecież mieć dobrego bloga, bez względu na swoje umiejętności. Czytelnicy powinni zatem docenić fakt, że osoba ta robi, co lubi, a jednocześnie stara się poprawić warunki korzystania ze swojej twórczości.

Trzeci pozostają na najwyższym etapie prowadzenia bloga, jaki udało im się dokonać bez pomocy innych. Nie czują oni presji wywieranych przez konkurencję i są zadowoleni z tego, co stworzyli. Zdają sobie sprawę, że jak na razie osiągnęli oni maksymalny pułap swoich możliwości i godzą się z tym. Dają sobie czas na odpoczynek, chwile refleksji, zdobywanie nowej wiedzy i doświadczeń.

Każde z omówionych podejść jest właściwe, o ile zaspokaja potrzeby i ambicje blogera. Niestety w blogosferze wielu z nich ma "parcie na profesjonalizm", który chcą osiągnąć za wszelką cenę. Nie szczędzą wkładu finansowego, ani swojego zdrowia. Wiedzą, że zniknięcie na cały dzień z social media oznacza utratę pozycji. Taki model sprawdza się tylko do momentu, kiedy człowiek straci siły fizyczne i psychiczne. Nie da się pracować na najwyższych obrotach długi czas, jednak wielu zdaje się nie wiedzieć o tej oczywistości.

Niestety wiele lat blogowania pokazały mi, że istnieje indywidualna granica możliwości każdego człowieka, której już samodzielnie przekroczyć nie zdoła. Z biegiem czasu wyczerpuje się nasz zapał, pomysły, chęci, ale przede wszystkim umiejętności. Możesz grzebać w kodzie szablonu latami. Z czasem uda ci się tworzyć coraz lepsze efekty. Jednak w pewnym momencie dojdziesz do ściany, do momentu, w którym zabraknie ci umiejętności w danym zagadnieniu i nawet korzystając z internetowych tutoriali, dalej nie dasz rady.

Nie oznacza to, by poddać się, nie dokształcać, nie próbować. Ten wpis może wydawać się pesymistyczny, obniżający motywację, jednak nie taki był w zamyśle. To tylko przestroga dla zapalonych lub początkujących blogerów, by zdawali sobie sprawę, że zadanie którego się podejmują kosztuje wiele wyrzeczeń. W pewnym momencie pisania bez względu na to, jak jesteś dobry, dopadnie cię wypalenie. Najgorsze jest ono wtedy, kiedy doświadczysz go po wielu latach prowadzenia bloga. Jeśli posiadasz fundusze na ten cel, z pewnością zlecisz kontynuację pracy fachowcom. Co jednak ma zrobić przeciętny autor, czyli taki, który ich nie posiada?

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu odpoczęcie od pisania na tak długo, jak to będzie konieczne. Bez względu na targające tobą emocje, nie usuwaj bloga. Nie marnuj pracy, którą w niego włożyłeś. Być może po kilku miesiącach, a nawet latach twoja wena i zapał wrócą, tylko czy ty wtedy będziesz miał do czego? Pamiętaj, by spadające statystyki nigdy nie były pretekstem do odbierania sobie odpoczynku i pracy ponad siły. Jeśli będziesz ślepo gonił za konkurencją, oraz bał się utraty czytelników, właśnie wtedy zawiedziesz, gdyż wypalisz się i stracisz wenę do pisania.

Nikt nie jest niezawodnym robotem, który może pracować niestrudzenie przez długi okres czasu. Pozwalaj sobie ładować akumulatory, gdyż bez tego daleko nie zajdziesz. Czy twój smartfon martwi się tym, że kiedy się rozładuje, ty go wyrzucisz? No właśnie. Do blogów pisanych z pasją ludzie będą wracać, nawet jeśli daleko im do doskonałości. Najlepsze, co możesz zrobić, to być sobą i pisać tylko wtedy, kiedy masz na to ochotę.

Zakładając bloga miej świadomość, że pasja ta nie zastąpi ci potrzeb związanych z realnym życiem. Daj sobie przyzwolenie na bycie nieidealnym zarówno blogerem, jak i człowiekiem, gdyż cecha ta czyni cię niepowtarzalnym. Nie oczekuj efektów, ciesz się procesem. Nie spiesz się w wędrówce na szczyt, bo przegapisz piękne widoki, a kiedy już na nim staniesz, może okazać się, że jedyne, co tam zastaniesz - to pustka i zimny wiatr smagający cię po twarzy.
Czytaj dalej
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.